Anarchia to Porządek

Oczywiście „V for Vendetta” jest bohaterem paru artykułów na LewRockwell.com. Bevin Chu w swoim tekscie „A for Anarchy, E for Execution” napisał fajne słowa:

Proudhon nie miał racji w kwestii własności. Własność to nie kradzież.

Za to Proudhon miał rację, co do anarchii. Anarchia to Porządek.

Anarchia nie jest nieporządkiem. Anarchia nie jest chaosem. Anarchia to jednie „brak rządu”. Brak rządu nie jest tożsamy z nieporządkiem. Brak rządu nie jest tożsamy z chaosem. Zupełnie przeciwnie. Brak rządu to czysta karta, tabula rasa, z której może naturalnie wyłonić się i rozkwitnąć spontaniczny porządek społeczny.

To rząd, a nie jego brak, jest źródłem konfliktów społecznych [...]


V jak Vendetta

Przełamałem mój 11-to miesięczny bojkot zasilania kasą członków MPAA i wybrałem się do kina. Oczywiście zobaczyć „V for Vendetta”. Warto było? Zdecydowanie. Film prezentuje tematykę bardzo miłą każdemu wolnościowcowi – bardzo silny anty-autorytarny przekaz.

Ludy nie powinny bać się swych Rządów. Rządy powinny bać się swoich Ludów.

Nie nudziłem się, film mi się podobał, mimo że maczali w nim palce bracia Wachowscy, jest zdecydowanie lepszy od ich dwóch poprzednich filmów. Nie jest to dzieło idealne, ale polecam.

Nie znam komiksu, ale sporo sobie zdążyłem po projekcji poczytać i wiem, że mogłoby być znacznie lepiej. Hollywood oczywiście stosownie rozwodniło polityczny konflikt z komiksu, nie ma praktycznie nic o anarchii, a sam bohater jest raczej uosobieniem radykalnego socliberała (choć raczej w domyśle, niż w wyrażanych na ekranie poglądach). Kto ciekaw dalszych rozbieżności, niech sobie odwiedzi witrynę „A for Anarchy„.

Tyle of filmie, teraz trochę o oprawie. Wybrałem się do jednego z stołecznych multiplexów. 18 złociszy to jeszcze nie tragedia, na szczęście byłem sam. Ekran ogromny i znośny dźwięk. Tak naprawdę, tylko te dwie rzeczy na razie są dla mnie trudno do uzyskania w warunkach domowych. Jeśli chodzi o dźwięk, to nie jest to ani technologiczna przeszkoda, ani też bardzo finansowa – przy obecnym stanie techniki kina domowego za znośne pieniądze można mieć dźwięk w domu znacznie lepszy. Obraz – poza rozmiarami nie przytłaczał jakością. O ile technika kina cyfrowego nie wniesie tutaj znaczącej zmiany, nie widzę specjalnego postępu w ostatnim ćwierćwieczu (poza pozbyciem się błon ORWO). Technika domowej prezentacji obrazu również dość szybko się polepsza i wkrótce nie będzie zbyt wielu argumentów za wychodzeniem do kina, aby za spore pieniądze obejrzeć coś, co w domu zobaczymy w równie dobrej (o ile nie lepszej) jakości, bez uciążliwości stania w kolejce i znoszenia ogłosów widzów obok. Na dodatek można sobie w domu projekcję zatrzymać, przewinąć i dostosować do własnych potrzeb.

Powiem więcej, przez ostatnie ćwierć wieku nie zmieniła się w polskim kinie technika nanoszenia napisów. Coś w czasach przemian ustrojowych napomykaniu od laserowo wycinanych supernapisach, ale to, co widziałem wczoraj nie różniło się ani jakością, ani czcionką od tego, co pamiętam z początków lat 80-tych. Literki krzywe, niewyraźne, każda o innej grubości. Fatalnie. A przy okazji, napisy nie służą temu filmowi – V ma zwyczaj wyrażać się w dość wyrafinowany sposób, raczej szybko, co naprawdę trudno oddać napisami i niezbyt finezyjnym tłumaczeniem.

Zanim zaczął się film, obejrzałem 15 minut reklam i zapowiedzi. O ile zwiastuny filmów zawsze mnie ciekawiły, to reklamy szczerze mnie wkurzają. Wolałbym dopłacić np. 2 złote i przyjść na film pozbawiony tych wątpliwych atrakcji.

Oprócz reklam zafundowano nam oczywiście indoktrynację, czyli spocik o tym, że ściąganie filmów z internetu to kradzież. Cóż, zacytuję luźno tutaj głównego bohatera tytułowego filmu: „Kradzież zakłada własność”. Nie uznaję własności strumieni bitowych, bo to bezsens. A tym bardziej nie uznaję własności do idei, nawet wyrażonej w formie dzieła literackiego czy filmowego, oczywiście w formie niematerialnej. I nie pomoże indoktrynacja, tym bardziej skierowana do ludzi, którzy przecież zapłacili za bilet, a nie ściągnęli sobie film z internetu? To raczej chybiony target, no nie?

Na dodatek tuż przed samym filmem pojawiła się plansza ostrzegająca, że filmowanie i inne nagrywanie jest zabronione, i że obsługa będzie eliminować takich delikwentów. No i jeszcze prosili o doniesienie na takowych, co wydało mi się dość zabawne przed akurat tym filmem. Ciekawe, dlaczego miałbym to robić? Żeby jeszcze jakaś nagroda, a tak za nic? Plansze były tak krótko na ekranie, że mało kto zdążył cokolwiek z nich przeczytać, więc znów chybiony efekt.

Pytanie teraz, czy to jest właśnie to, czego oczekujesz za swoje pieniądze? Reklam, marnej jakości, indoktrynacji, oskarżeń i zachęt do kolaboracji? Ja nie, więc raczej nieprędko odwiedzę znów kino.


Czy idee mogą być „własnością”?

Dziś gościnnie tekst z bloga Right to Create, gdzie opublikowany jest po tytułem Are Ideas „Property?” Zapraszam do lektury:

Podczas przesłuchań przed Sądem Najwyższym USA w sprawie eBay kontra MercExchange, Sędzia Scalia zauważył: „Mówimy tutaj o prawie własności i właściciel ma prawo wyłączać innych z prawa do używania swojej własności”.

Ale czy naprawdę mówimy o prawie własności, gdy mówimy o udzielanym przez rząd monopolu obejmującym idee? Tomasz Jefferson z pewnością nie zgodziłby się ze Scalią, ale ja chciałbym wyjaśnić obszerniej dlaczego takie stwierdzenie to absurd.

Niektórzy intelektualiści zdefiniowali „własność” jako „owoce pracy”. Używając tej definicji, idee mogłyby się klasyfikować jako przedmiot własności (o ile zignoruje się efekt ‘Eureki’, w przypadku którego pomysły nie są efektem czyjejś pracy). Ale taka definicja nie jest wystarczająca, zarówno z przyczyn historycznych, jak i filozoficznych.

Historycznie, prawa własności pojawiają się jedynie w obecności niedoboru i konfliktu. Na przykład, w czasach naszych łowiecko-zbierackich przodków nie istniał koncept ziemi jaka przedmiotu własności. Było tak głównie z tego powodu, że ziemia nie była w niedoborze i było niewiele sporów w jej użytkowaniu. Gdy populacje się powiększały, różne grupy spierały się w kwestiach najlepszych terenów łowieckich, więc pojawiły się konflikty na tle niedoborów – ale konflikty te miały charakter komunalny i rozwiązywano je poprzez wojny plemienne i inne formy przemocy. Koncepcja działek ziemi posiadanych przez jednostki nie istniała aż do pojawienia się rolnictwa, które wprowadziło nowy rodzaj niedoboru i konfliktu: konkurencję do najżyźniejszych działek ziemi. Podobnie było z innymi rodzajami własności w historii: niedobór i konflikt odgrywają kluczową rolę w definiowaniu praw własności.

Naturalnie to rozszerzając, gdy nie ma niedoboru określonego zasobu, to nie może być konfliktu w kwestii jego użycia. A skoro nie ma konfliktu, nie są konieczne prawa własności do tego zasobu. W czasach pre-industrialnych nie było żadnych wojen o własność powietrza, którym oddychamy i nie trzeba było tworzyć żadnych praw regulujących własność powietrza. A to z powodu tego, że powietrze było kiedyś uważanie za niemalże nieskończony zasób.

Czy istnieje niedobór idei? Czy fakt, że kiedyś wymyśliłem i wynalazłem metodę składania papieru w kształt orzeszka ziemnego w jakiś sposób powoduje, że nie możesz pomyśleć o takiej samej (albo bardzo podobnej) idei? Oczywiście, że nie. Pomysły nie są wyłączne, nie ma niedoboru i nie pojawia się naturalny konflikt w ich użyciu. Tylko wtedy, gdy rządy nadają prawa wyłączne do użycia pomysłu (poprzez patenty), pojawiają się takowe konflikty, tylko przez regulacje rządowe może pojawić się niedobór idei. Idee nie są przedmiotem własności.

Ale co gorsze, monopol idei wprowadza metodę, w której zupełnie niepołączone jednostki w magiczny sposób wpływają wzajemnie na swoje prawdziwe prawa własności. Jeśli bym otrzymał patent na moją hipotetyczną metodę składania papieru w kształt orzeszka, miałbym prawną władzę ograniczyć twoje możliwości składania twojego papieru, twymi rękami, twą pracą, w opatentowany kształt orzeszka. Moje prawo „własności” przyznane przez rząd w formie patentu na papierowego orzeszka dotyczące niematerialnego pomysłu narusza twe naturalne, fizyczne prawo własności do twych rąk, twej energii i twego, całkiem materialnego, papieru. Taki konflikt pomiędzy wyimaginowaną własnością do idei, a prawdziwą, fizyczną własnością jest nieunikniony, a co czyni go jeszcze gorszym, to fakt, że mój monopol na pomysł rozciąga się nie tylko na ciebie, ale na każdą, pojedynczą, żywą duszę, która może być przedmiotem egzekucji patentowego reżimu.

Tak, Sedzio Scalia, mówimy tutaj o prawie własności: mówimy o prawie jednostki do tworzenia przy użyciu swojej własności w dowolny sposób, w jaki uzna za stosowne, jak chce tego natura. Mówimy o rządzie, który nierozsądnie narusza to istotne prawo naturalne. Mówimy też o tym, jaki to marny interes dla wynalazców, konsumentów, biznesu i społeczeństwa jako całości.

(Więcej na ten temat pisze Stephan Kinsella w Przeciw Własności Intelektualnej)


Tomasz Jefferson o ideach

Przetłumaczony cytat pochodzi ze strony Włodka Gogłozy:

Jeśli istnieje jakaś rzecz, którą natura uczyniła mniej niż inne podatną na wyłączne posiadanie, to jest nią działanie władzy myślenia zwanej ideą. Jednostka może ją posiadać jako swoją wyłączną własność dopóty, dopóki zachowuje ją dla siebie. Atoli w chwili, kiedy wyjawi ją innym, idea narzuca się im i przechodzi w ich posiadanie. Ten zaś, który ją otrzymuje, nie może się jej pozbyć. Cechą charakterystyczną idei jest to, iż nie można posiadać jej w części, bowiem każdy posiada ją w całości. Człowiek, który otrzymuje ją ode mnie, sam zdobywa wiedzę, nie pomniejszając mojej; wszak jeśli ktoś zapala ode mnie swój kaganek, otrzymuje światło, wcale nie umniejszając mojego. Idee winny zatem swobodnie rozprzestrzeniać się pomiędzy ludźmi dla ich moralnego i wzajemnego zbudowania, poprawy ich warunków życia, tak bowiem – jak się wydaje – w swej łaskawości zrządziła natura. Ona to sprawiła, że idee rozchodzą się wzdłuż i wszerz jak ogień, nigdzie nie tracąc nic ze swej intensywności. Są one jak powietrze, którym oddychamy, w którym poruszamy się i jesteśmy; nie ograniczają i nie zezwalają na wyłączne przywłaszczenie. Wynalazki zatem, z natury, nie mogą być przedmiotem [wyłącznej] własności.

To jest cytat, o którym warto pamiętać, gdy dyskutujemy o „własności” intelektualnej.


Wyborcza o piratach

W „Gazecie Wyborczej” pojawił artykuł publicystyczny o piractwie, czyli głównie o ludziach ściągających i wysyłających pliki w sieciach p2p. Ot publicystyka, nie ma się czym specjalnie ekscytować ani też czego specjalnie krytykować. Może poza nieadekwatnymi analogiami do kradzieży płyt CD ze sklepów czy przytaczaniem rzekomych strat dla przemysłu fonograficznego czy komputerowego.


Jajeczne piractwo w Chinach

Czego ci Chinole nie wymyślą? A to proch, a to inne fajne wynalazki… choć widelca się im nie udało. A teraz wymyślili sztuczne, czyli w nowoczesnej nomenklaturze – pirackie – jajka. Robią je z żelatyny i innych substancji, mają „żółtko”, „białko”, a nawet „skorupkę”. Można je smażyć. Smakują podobnie do prawdziwych jajek, ponoć. No i sprzedają je po pirackich cenach, czyli za połowę ceny oryginału.


Loose Change

Nie ukrywam, że w kwestii 9-11 (czyli wydarzeń z 11 września) jestem zdecydowanym zwolennikiem teorii spiskowych. A już na pewno nie uwierzę w oficjalne wersje i nie kupuję większości z „dowodów” łączących te wydarzenia z domniewanymi sprawcami. Trudno, nie wierzę i tyle. Dziś obejrzałem film dokumentalny „Loose Change”, który jeszcze wzmocnił moje przekonanie o spisku. Do obejrzenia na Google Video (wersja streaming). Ciekawy film, polecam.


Wywiad z liderem Partii Piratów

Tak, w Szwecji mają coś takiego. Ich celem jest jedynak jedynie radykalna reforma praw autorskich, likwidacja patentów i umocnienie prawa do prywatności. Wywiad opublikował sajt LinuxP2P.


Skutki patentu firmy Eolas

Wystarczy zajrzeć na tę stronę i poczytać sobie o skutkach patentowania czegoś, co znamy i używamy w praktyce od lat.

Swoją drogą, bardzo ładnie pomyślana strona. Widzę pomysł i fajne wykonanie. Aż zazdroszczę, że ja nie mam takich pomysłów na swoją stronę.


« Późniejsze wpisy

  • RSS
  • Twitter
  • Soup.io
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Picasa
  • Flickr
  • Vimeo