Niestety, zbliżają się nieuchronnie targi E3, w naszej branży rzecz święta i najważniejsza, co owocuje pracą po kilkanaście godzin na dobę przez 7 dni w tygodniu (żegnaj “długi weekendzie”). A taka praca skutecznie pozbawia możliwości komentowania czegokolwiek, czy dzielenia się ciekawymi spostrzeżeniami. Będę udzielał się rzadziej, chyba że trafi się pretekst do szybkiego wpisu.
Tak, jutro mija 20 lat od awarii. Ciekawe, czy płyn Lugola uratował mnie przed jej skutkami? Dla ciekawych i zbyt młodych, aby doświadczyć lub pamiętać: chernobyl.info.
Firma Iomega zaprezentowała zgrabną skrzyneczkę - NAS (network attached storage) - oferującą 1 terabajt przestrzeni dyskowej na naszą kolekcję pornografii, filmów i muzyki. Podłączane gigabitowym kabelkiem albo bezprzewodowo. Tylko podłączyć i kolekcjonować. Za $900 w normalniejszym kraju.
Ekonomiczny samochód, który nie wygląda jak unowocześniony maluch. Osiągi wersji mocniejszej całkiem imponujące. Słabsza wersja (zaledwie 20 KM) jest trochę mało żwawa, ale też może dać radę. No i przynajmniej wygląda.
Od kilku lat hobbistycznie i raczej teoretycznie interesuję się rozwojem technik kina domowego i telewizji wysokiej rozdzielczości (HDTV). Oczywiście interesuję się głównie tym, co dzieje się tam, gdzie się coś dzieje, czyli w USA. Europa, niezależnie od tego jakie ma aspiracje, technologicznie jest i będzie zadupiem. Choć miliony kretynów cieszy, że jesteśmy za to awangardą socjalną. Ależ mi alternatywa. Cóż, jedni wolą swój socjalistyczny salceson, prawdziwe przysmaki technologiczne zostawiając socjalnie odważniejszym. Ale nie o tym przecież chciałem pisać…
HDTV to coś, o czym w Europie można sobie pomarzyć. Jakieś tam nieśmiałe eksperymenty i tyle. Pojawienie się formatów zapisów obrazu HDTV może tu coś zmienić, ale pewnie i tak lepiej będzie, jak pojawi się jakiś zwycięzca w wojnie pomiędzye Blu-ray i HD-DVD.
Na naszym rynku pojawiło się ostatnio całkiem sporo modeli telewizorów LCD w rozsądnych cenach. Nie mówię - przystępnych - bo wciąż to spory wydatek. Matryca tych telewizorów ma rozdzielczość 1388×768 pikseli i zapewne pochodzi z tej samej fabryki gdzieś na Dalekim Wschodzie. Co ważniejsze, taka matryca pozwala na wyświetlenie obrazu HDTV standardu 720p, czyli jest pierwszy krokiem w kierunku “pełnego” HDTV, która to wymaga rozdzielczości 1920×1080 (tzw. 1080i). Cóż z tego, że telewizory te mają taką matrycę, skoro zazwyczaj podłączone są do jakiegoś źródła obrazu standardowej rozdzielczości, np. DVD. A co gorsza, w miejscach, gdzie się takie telewizory ogląda, do jednego źródła podłączona jest setka telewizorów, co powoduje, że obraz zupełnie nie zachęca ani do kupna takiego telewizora, ani też do HDTV.
Niedawno przypadkowo zwiedzając sklep pewnej sieci, co to Polaków nie lubi, natrafiłem na miłą niespodziankę, która pozwoliła mi na własne oczy zobaczyć, o co w tej HDTV może chodzić. Był to “standardowy” telewizor 32″ LCD firmy LG podłączony łączem component video, czyli najlepszym łączem analogowym, z jakimś źródłem sygnały HDTV, prawdopodobnie rejestratorem z dyskiem twardym. Jakość obrazu na telewizorze była fenomenalna! Znakomita rozdzielczość, zupełnie nieporównywalna z “normalnym” obrazem telewizyjnym czy z DVD. Świetne kolory. Może za duży szum, ale to raczej czepialstwo - nie widać go, gdy odejdziemy parę kroków od telewizora. To jest naprawdę olbrzymia różnica jakościowa w dziedzinie przekazywania obrazu. Tak, HDTV to jest to! Jakościowo to jest większy przełom niż przejście z VHS na DVD, przynajmniej w sferze obrazu.
I od razu znów pożałowałem, że mieszkam w Europie. Najpierw będę musiał sobie na taki telewizor uciułać, wpierw finansując “państwo solidarne”, a potem i tak nie będę miał co na nim oglądać, chyba że znów zdam się na łaskę kartelu, który będzie mi wciskał swoje za drogie i zabezpieczone na sto sposobów dyski (zwycięskiego formatu).
Moja aktywność blogowa ostatnio mocno spadła. Powody są dwa - więcej zajęć zawodowych oraz, co chyba ważniejsze, EVE Online. Czyli wieloosobowa gra sieciowa (MMOG). Podchodziłem dotychczas z rezerwą do gier MMO, szczególnie patrząc na znajomych graczy w World Of Warcraft, których nieustanne rozmowy na ten temat doprowadzały mnie do pasji. Aż do czasu, gdy zachęcony przez innych skorzystałem z 14-dniowego darmowego okresu próbnego, po którym wykupiłem pierwszy miesiąc gry. A skoro zapłaciłem, a płaci się za czas realny, a nie czas grania, to muszę grać!
Gra jest niezmiernie wciągająca, nieźle wykonana, osadzona w realiach sci-fi. Handel, misje, walka, inżynieria, zarządzanie zasobami. Znakomita oprawa graficzna. Nie wiem, czy się szybko wyzwolę. Na całe szczęście można coś napisać, gdy nasz statek przebywa otchłań kosmosu. Muszę wracać i zapuścić nowego “skilla”…
Nie będę ukrywał, że Stanisław Michalkiewicz jest moim ulubionym felietonistą, poza tym jest bardzo miłym gościem i dobrze się z nim bawi (klasycznie, czyli przy alkoholu). Cenię go za cięty język, czego przykładem jest tytuł tego wpisu, który jest jednocześnie tytułem artykułu dotyczącego ostatniej “afery” z udziałem SM.
Wielu przeciwników posiadania broni palnej przez zwykłych osobników argumentuje, że ludzie są zby głupi, aby dawać im do rąk takie niebezpieczne narzędzia. Według nich, tylko profesjonaliści mogą obchodzić się bronią. Głównie z racji tego, że są pracownikami tej, czy innej państwowej organizacji. W jakiś cudowny sposób zwykły obywatel po zatrudnieniu np. w policji, staje się profesjonalistą, godnym przywileju posługiwania się bronią palną. Miałkość takiej argumentacji jest dla mnie oczywista, a przykłady z życia wzięte świadczą także przeciwko niej. Tym razem zabawny filmik z USA - przedstawiciel DEA, czyli policyjnej agencji ds. zwalczania narkotyków (gigantyczny zakład utylizacji amerykańskiego szmalu toczący bezsensowną walkę z wiatrakami) - robi dzieciom w szkole wykład na temat szkodliwości i niebezpieczeńst zabaw z bronią. Demonstrując im Glocka .40 stwierdza, że jest jedyną na sali osobą, która może obchodzić się bronią (bo jest dostatecznym zawodowcem), po czym strzela sobie w stopę. Nie przypadkowo - nie ma przypadkowych wypadków z bronią - ale z powodu z zaniedbania we właściwym obchodzeniu się z bronią.
Zatrudnienie w policji czy innej agencji nie zwalnia z konieczności zachowywania właściwych zasad obchodzenia się z bronią. Które są takie same, niezależnie czy jesteśmy cywilem, czy mundurowym. Zmiana profesji nie zwalnia z myślenia i odpowiedzialności. Nie dajmy się też zwieść rzekomym profesjonalizmem i szkoleniem - większość (bo są wyjątki) z owych zawodowców nie ma wcale wiedzy i umiejętności przekraczających te, które może zdobyć zainteresowany tematem cywil. My, cywile, też jesteśmy odpowiedzialni.
Pisałem już o wiązaniu krawatów, dziś link do sajtu poświęconego wiązaniu sznurowadeł. Tak przy okazji, wpis o krawatach zapewnił mi sporo odwiedzających - okazuje się, że ludziska szukają tego w Google dość często.
Może czas na zmianę sposobu wiązania butów?
Znów trochę w kontekscie “V for Vendetta” - oto, co Tomasz Jefferson powiedział o strachu i relacjach pomiędzy ludźmi i rządem:
Gry ludzie boją się rządu, wtedy jest tyrania; gdy rząd boi się ludzi, wtedy jest wolność.
Chciałbym żyć w kraju, w którym rząd boi się ludzi. Ech, to byłoby pięknie…
















