Przeciwnicy broni palnej w ujęciu psychologicznym

Libertariański blog The Hammer of Truth zwrócił moją uwagę na interesujący artykuł poświęcony przeciwnikom powszechnego posiadania broni palnej. Artykuł ten dokonuje psychologicznej analizy tychże przeciwników. Warto przeczytać. Blog zwrócił szczególną uwagę na jedną charakterystyczną cechę psychologiczną tych ludzi – mechanizm zaprzeczania.

Dla wielu z nas oczywistym jest, że żyjemy w świecie, w którym istnieje agresja i przemoc, w którym każdy z nas był osobiście lub zna kogoś, kto był ofiarą przemocy, i w którym istnieje duża szansa, że się tą ofiarą zostanie w przyszłości. Zadanie zapewnienia bezpieczeństwa zrzucono na państwową policję, która nie ma ani możliwości, ani chęci, ani też takiego obowiązku. Broń palna jest też najskuteczniejszą metodą obrony życia i zdrowia – nie na darmo używa jej przecież w tym celu policja i agencje ochrony. Historyczne fakty dowodzą też, że rozbrojone społeczeństwo wręcz zaprasza tyranów i ludobójców, a pozbawienie ludzi prawa do posiadania broni jest zawsze pierwszym krokiem do dalszego zniewolenia.

Przeciwnicy posiadania broni budują swoją wizję świata zupełnie zaprzeczając prawdziwej rzeczywistości. Dla nich przemoc jest jakimś nieistotnym marginesem, przed którym łatwo się zabezpieczyć i uchronić, choćby przez wybieranie „bezpiecznych” miejsc i właściwe zachowanie wobec niebezpieczeństwa. Dla nich policja zawsze stanie na wysokości zadania, a doświadczane przez ofiary kłopoty z policją to jedynie drobne niedogodności, które zostaną usunięte przy podjęciu odpowiednich wysiłków (i wpompowaniu jeszcze większej ilości kasy w niewydolny państwowy twór). A fakt, że żyjemy w nowoczesnych krajach demokratycznych ma zapewnić, że tyrania i ludobójstwo nigdy nie zawitają w nasze progi. Gratuluję im dobrego samopoczucia, ale czego wymagać od ludzi żyjących w świecie iluzji. Stworzenie sobie tej iluzorycznej wizji pozwala im swobodnie i wesoło funkcjonować. Pytanie, dlaczego każą nam żyć w swoim wyimaginowanym świecie?


Nadużywanie darmowego

Jestem klientem firmy Tele2, która do niedawna oferowała usługę nazwaną Dobry Wieczór i Weekend!, czyli darmowe rozmowy w wieczory i weekendy. Darmowe oczywiście nie były, bo płaciło się za nie zryczałtowaną opłatę w kwocie 35 PLN miesięcznie. I dzwoniło do woli, oczywiście w wyznaczonych ramach czasowych. Tele2 wciąż oferuje usługę pod tą nazwą, ale od 1-go kwietnia to już zupełnie inna usługa.

Dziś otrzymałem pismo, że klienci Tele2 niewłaściwie wykorzystywali tę usługę. Czyli po prostu dzwonili do woli w ramach wyznaczonego czasu, czyli wieczorami i w weekendy. Nie wiem, jak można niewłaściwie wykorzystywać tak zdefiniowaną usługę, ale najwyraźniej można, szczególnie gdy definicja „właściwości” stoi po stronie Tele2. Dla mnie darmowe rozmowy polegają na tym, że się po prostu dzwoni i gada do woli – to coś zupełnie naturalnego w takiej usłudze. Teraz firma wyznaczyła limit, który pozwala nie narażać się na zarzut „niewłaściwego wykorzystywania” – jest to 1000 minut miesięcznie. Oczywiście argumentując to faktem, że tyle minut wystarcza większości klientów tej usługi aż za nadto. Skoro tak, to gdzie tu problem? No cóż, ja rozumiem, że dla firmy byłoby najlepiej, aby klienci płacili co miesiąc stałą kwotę i nie dzwonili wcale, ale nie o to chodzi w telekomunikacji (hint: komunikacja). 2 godziny dziennie przez 30 dni daje 3600 minut, czyli znacznie mniej więcej od wyznaczonego limitu – a 2 godziny gadania przez telefon dziennie nie wydaje mi się jakimś tam ekstremum. Ja oczywiście (właściwie moja żona) balansuję na granicy limitu, więc najwyraźniej narażam firmę na straty.

Tak czy inaczej, w normalnym systemie, firma powinna zostać zmuszona do zmiany nazwy usługi i jej stosownego reklamowania, bo teraz to jest 1000 minut w cenie 3,5 grosza/min wieczorami i w weekendy, a nie żadne tam darmowe rozmowy. Po przekroczeniu „limitu” (otrzymamy telefon ostrzegawczy po przekroczeniu 900 minut), płacimy już 10 groszy/min – znów żadne tam darmowe rozmowy. Co ciekawsze, firma widzi to oczywiście inaczej, bo wraz z pismem informującym mnie o tym smutnym „downgradzie” usługi otrzymałem nowy cennik, gdzie napisane jest, że w stosownych godzinach jest oczywiście „za darmo” z malutkim indeksem 4, który wyjaśnie to nowe znaczenie terminu „za darmo” – czyli w ramach 1000 minut. Czasem żałuję, że nie istnieje w Polsce instytucja pozwu zbiorowego (class action).


To nie musić być jak w horrorze

Zabawna reklama sklepu z bronią.


Kiełbasa wyborcza

Tym razem ciekawostka dotycząca amerykańskiej Partii Demokratycznej i przygotowanej przez nią kiełbasie wyborczej. Oczywiście poza typowymi dla tego typu formacji obetnicami, znajdziemy coś bardzo interesującego: w ciągu pięciu lat powszechny szerokopasmowy dostęp do internetu dla każdego Amerykanina za przystępną cenę. Taką kiełbasę, to rozumiem. Może nasza rodzima PO powinna skorzystać z tego pomysłu w zbliżających się wyborach?


Polemika z posłem Dziewulskim

Byłym posłem, na szczęście. Polemika w temacie mi bliskim, czyli na temat prawa do posiadania broni. Polecam lekturę na miłym mi portalu giwera.pl. Niestety, tacy ludzie decydują o naszym życiu i mieniu. I jeszcze część z nas własnoręcznie ich sobie wybiera. Cóż, takie są uroki demokracji.


Cytat o nadużyciach

Coś na czasie, mamy przecież teraz rząd, który nadużyciami się brzydzi i je zgrabnie, przy użyciu stosownych agend, wyeliminuje. Michael Cloud powiedział kiedyś:

The problem isn’t the abuse of power; it’s the power to abuse.

Czyli po polsku:

Problemem nie są nadużycia władzy, ale władza do nadużyć.

Widząc poczynania naszych polityków, wiemy, że koncentrują się na pierwszej części tego zdania, czyli nie na właściwym problemie.


RFID w Europie

Miło dowiedzieć się, że Unia Europejska (czy jak się ten twór właściwie nazywa) rozmyśla o problemie znaczników RFID. Ba, zamierza nawet zrobić jakieś konsultacje z poddanymi. No i oczywiście ustandaryzuje. Bo bez tego przecież nic nie moża sprawnie zadziałać. I kwestie prywatności też zostaną ustandaryzowane – już się lepiej czuję. Miło wiedzieć, że ktoś się o mnie troszczy.


Nowa szata graficzna

Dziś debiutuje nowa szata graficzna mojego bloga. Nie jest to może perełka estetyki, ale jest moja własna i pod moją totalną kontrolą. Na dodatek udało mi się osiągnąć poszukiwany przeze mnie „holy grail”, czyli płynną szerokość środkowej kolumny, ale w ramach określonej minimalnej i maksymalnej szerokości. Dzięki temu wpisy są teraz łatwiejsze do czytania, odrobinę szersze niż poprzednio (zakładając „standardowe” na dzisiejsze czasy monitory), ale też nie robią się nieznośnie szerokie przy naprawdę dużych rozdzielczościach, ani też groteskowo wąskie przy rozdzielczościach niskich. Pewnie będą jeszcze jakieś błędy związane z nowym wyglądem i jeszcze będę nad nim pracował, ale pierwszy poważny krok został poczyniony. Zajęło mi to jakiś rok…


Kosmix Politics – polityczna wyszukiwarka

Na razie w wersji alfa, ale już działa – wyszykiwarka stron internetowych ukierunkowana na polityczne słowa kluczowe. Jak dokładnie działa, to jeszcze nie wiem, ale wpisujemy jakieś słowa kluczowe np. „gun rights” i dostajemy wyniki, które możemy podzielić następnie na konserwatywne, liberalne i, co najważniejsze dla mnie, na libertariańskie. Jak się należy spodziewać, w tym akurat temacie, liberałowie (czyli amerykańska lewica) nie mają za wiele do powiedzenia – ilość wyników jest minimalna dla tej kategorii.


Broń czy lekarz – co niebezpieczniejsze?

Argumentacja przeciwników posiadania broni palnej jest często oparta na mitach i kłamstwach. Równie często sięga się w niej po statystyki, które, jak wiadomo, są najbardziej zaawansowaną formą kłamstwa, ale w „słusznej sprawie” nikt nie patrzy na takie tam detale. Bywa jednak, że statystyka nie służy idei rozbrajania ofiar. Mały przykład z ww. artykułu (dane z roku 1999):

Liczba lekarzy w USA = 700,000
Wypadki śmiertelne powodowane przez lekarzy rocznie = 120,000
Wypadki w przeliczeniu na lekarza = 0.171

Liczba posiadaczy broni w USA = 80,000,000
Wypadki śmiertelne przy użyciu broni (wszystkie grupy wiekowe) = 1,500
Wypadki śmiertelne w przeliczeniu na posiadacza broni = 0.0000188

Z tego wynika, że lekarze są w przybliżeniu 9 tysięcy razy bardziej niebezpieczni od posiadaczy broni (przynajmniej w USA). Tam nie każdy ma broń, ale każdy ma przynajmniej jednego lekarza.


« Późniejsze wpisy · Wcześniejsze wpisy »

  • RSS
  • Twitter
  • Soup.io
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Picasa
  • Flickr
  • Vimeo