Pierwszoklasista przestępcą seksualnym

Tak, taka ciekawa historia. Pewien pierwszoklasista został w szkole oskarżony o molestowanie seksualne swojej 6-letniej koleżanki. Coś, co wielu zna z autopsji jako „zabawę w doktora” albo „pokaż mi swojego, a ja ci pokażę swoją”, jest obecnie molestowaniem seksualnym. Biedny chłopiec został za karę zawieszony w szkole na 3 miesiące. Szkoła w ten sposób chciała pokazać, że traktuje bardzo serio kwestie molestowania seksualnego. Biedaczysko nie może przenieść się do innej szkoły, bo nikt nie chce takiego zboczka.

Pedofil

Intelektualna „własność”?

Luźnie i szybkie tłumaczenie wpisu z bloga Right To Create:

Załóżmy, że ty i ja, jesteśmy odcięci na wyspie i każdy z nas posiada siekierę oraz fragment dżungli, z której może pozyskiwać zasoby. Który z nas użyje siekiery do zbudowania schronienia wcześniej? Czy szybszy budowniczy ma możność wykluczyć możliwość wymyślenia przez wolniejszego metody budowy schronienia? Udajmy przez chwilę, że istnieje jakaś korzyść z wykluczenia drugiej osoby z możliwości budowy schronienia (na przykład, jeśli zasoby jedzenia są ograniczone, być może, że tak, takie pośrednie zabicie drugiego mieszkańca poprzez wystawienie go na żywioły). Jedyną metodą, przy pomocy której pierwszy budowniczy może pozbawić drugiego takiej możliwość, jest użycie przemocy – użycie siekiery do odrąbania konkurentowi rąk, poprzez fizyczne ograniczenie jego osoby, fizyczne odebranie przeciwnikowi całego budulca, morderstwo, itp.

I tutaj właśnie cała argumentacja za “własnością” intelektualną staje się całkowicie absurdalna. Jeśli pierwszy budowniczy zabroni drugiemu budowania, to jedynie poprzez pozbawienie go jego fizycznej własności: rąk, siekiery, drzwi, wolności, życia. Aby „własność” intelektualna istniała, musi być ważniejsza od materialnej, fizycznej własności – musi być bardziej realna niż sam świat realny.

Ponadto, nawet gdy pozbawi się drugiego z budowniczych możliwości zbudowania schronienia, pierwszy budowniczy nie może pozbawić go wiedzy, jak to zrobić. Drugi budowniczy posiada tę wiedzę w swojej głowie i żadna fizyczna kradzież nie może go jej pozbawić, poza poważnym urazem głowy. Twierdzenie, że idee mogą być posiadane przez jednostki, w taki sam sposób, jak fizyczne przedmioty, jest twierdzeniem, że jednostki mogą używać technik kontroli umysłu i wymazywać innym pamięć i wiedzę.

Patenty nadają własność do pomysłów, wykorzystywanych w jakiejś formie, jednostkom i korporacjom. Pozbawiają przemocą innych możliwości robienia tego, co patent opisuje. To fundamentalny problem. „Własność” intelektualna jest w bezpośrednim konflikcie z prawdziwą, fizyczną własnością. Uznanie idei za obiekt własności musi skutkować osłabienie praw własności do realnych obiektów realnego świata.

To jest prawdą także w dyskusji o prawach autorskich. Jeśli posiadasz ołówek i papier, posiadasz własność fizyczną. Prawa autorskie, które ograniczają sposób użycia ołówka i papieru są w konflikcie z prawami własności naturalnie związanymi z tym ołówkiem i papierem.

Prawo patentowe to umowa społeczna. O ile prawo patentowe służy społeczeństwu, można zastanawiać się nad jego praktycznością. Ale jeśli to prawo już więcej nie sprzyja społeczeństwu, które zamieniło go za naturalne prawo do tworzenia i poświęciło część swych praw do własności fizycznej, nabiera sensu rozważanie nad zmianą prawa, aby przywrócić równowagę.

Używanie terminu „własność intelektualna” jedynie zaciemnia dyskusję. Lepszym terminami są monopol intelektualny czy restrykcje idei.


AntyZUS

Zachęcony artykułem na Liberatorze odwiedziłem stronę AntyZUS i zapoznałem się z ich akcją. Popieram!

Niestety dla mnie, sam znajduję się w grupie osób, które ZUS ma na celowniku i pewnego dnia to zusowkie gestapo załomota do moich drzwi domagając się zaległych składek. Cóż, podjąłem ryzyko działalności na tzw. własny rachunek i muszę za to zapłacić. Jeszcze nie grozi za to kara śmierci, jak za handel mięsem za okupacji, ale działalność ZUS niewiele odbiega od działalności hitlerowców. Kary pieniężne nakładane na przedsiębiorców, którzy często ledwie przędą (to jest główna przyczyna zawieszania działalności), to naprawdę skrajna perfidia tego systemu. Oby zbankrutował jak najszybciej.

Nie wydaje mi się jednak, aby petycja do obecnego rządu wiele zmieniła – wszakże nie możemy „na razie” pozwolić sobie na zmniejszeniu ucisku fiskalnego (czyli podatków i obowiązkowych składek), bo na to przyjdzie czas, gdy zapewnimy sobie tym fiskalizmem powszechny dobrobyt i wzrost gospodarczy. A skoro znalazła się metoda na wykradzenie ludziom ekstra kasy bez wzbudzania wielkiego niezadowolenia społecznego, to raczej rząd z niej skorzysta. Ostatecznie dotyczy to tzw. prywaciarzy, którzy, jak powszechnie wiadomo, oszukują i państwo i „ludzi pracy”. Więc dobrze im tak.

Dobra, dużo w tym wpisie skrótu „tzw.”, ale taki jest zakłamany nasz powszechnie używany język.


WP Tiger Administration

Jeśli komuś znudził się już standardowy wygląd stron administracyjnych WordPressa, może sobie ten widok zmienić. Na przykład instalując wtyczkę WP Tiger Administration. A jak jeszcze dorzuci wtyczkę Admin Drop Down Menu, to zrobi się z tego ciekawy nowy interfejs. Oczywiście, bardzo łatwo wrócić do poprzedniego, jeśli zmienimy zdanie.


Stan blogsfery

Od czasu do czasu David Sifry, jeden z twórców serwisu Technorati, publikuje stan blogsfery, który kompiluje na bazie danych statystycznych właśnie tego serwisu. Właśnie ukazała się kolejna edycja. To bardzo ciekawa lektura. Podsumowanie tej edycji:

  • Technorati śledzi obecnie ponad 27 milionów blogów
  • Rozmiar blogsfery wciąż podwaja się co 5 i pół miesiąca
  • Jest ona obecnie ponad 60 razy większa niż była 3 lata temu
  • Średnio jeden blog jest tworzony co sekundę
  • Ponad 13 milionów blogerów publikuje 3 miesięce po utworzeniu bloga
  • Technorati śledzi ponad milion nowych wpisów dziennie, około 50000 na godzinę

p2p legalne we Francji

Jak donosi Dziennik Internautów, wymiana muzyki na własne potrzeby w sieciach p2p jest legalna.

Ciekawe, czy taka prawna sytuacja zostanie utrzymana, czy też pod naciskiem mocnego przecież lobby, okaże się wkrótce, że jest inaczej, gdyż uderza to w podwaliny nowoczesnej cywilizacji. Zobaczymy. Szkoda, że to we Francji, a nie w Polsce.


Jaka tam emerytura?

Jakby ktoś jeszcze miał złudzenie, że tzw. emerytury w Polsce to prawdziwe emerytury, to Trybunał Konstytucyjny właśnie wyjaśnił, że tak nie jest. Otóż wcale nie jest tak, że emerytura to pieniądze wypłacane z zaoszczędzonych składek emerytalnych, należne jak psu buda, to już wie, że to świadczenie społeczne należne jedynie tym, którzy osiągną stosowny wiek i powstrzymają się od pracy (najlepiej umierając). Nie uzpełnia dochodów z innych źródeł, ale je zastępuje. Niestety, jestem jednym z wielu frajerów, którzy łożą na ten chory system, ale przynajmniej nie mam złudzeń, że coś z tego będę miał.


Copyfight.pl

Uruchamiamy właśnie multiblog Copyfight.pl, który ma być taką łagodniejszą platformą wymiany poglądów na problemy tzw. własności intelektualnej. O ile mój infoanarchizm może być dla wielu zbyt radykalny, to chcemy tam stworzyć taką nieformalną polską grupę copyfajterów, którzy będą zwracali uwagę na rozmaite problemy związane z kwestiami praw autorskich, patentów i innych form własności intelektualnej. Powiedzmy, że kulturalnie i bez przegięć. Na to zachowam sobie swoje skromne „progi”.

Jeśli ktokolwiek z moich czytelników chciałby wziąć udział w tej inicjatywie, zapraszam do rejestracji na tamtym blogu. Na początek można tworzyć wpisy, które do publikacji akceptują Wydawcy bloga. Potem oczywiście pojawią się awanse i większe możliwości.


Artystyczne portrety z bydłem i trzodą

Naprawdę ładne zdjęcia. Imponujące zwierzaki.


Wojciech Czarniecki vs. Tomasz Teluk

Nie czytałem, więc nie bardzo jestem w temacie, ale ponoć ekspert Tomasz Teluk popełnił w „Najwyższym Czasie!” artykuł popierający Microsoft w sporze z UE, a mój dawny znajomy, Wojeciech Czarniecki chciał z tym tekstem polemizować. Niestety, polemika się nie ukazała, więc udostępniam dla niej moje skromne progi.

Wojciech Czarniecki pisze:

Jest rzeczą naturalną, że większość polemistów gromadzi argumenty za tezą której są zwolennikami. Co do zasady Pan Tomasz Teluk ma rację, łapki biurokracji należy spychać jak najdalej od gospodarki. Ale jest jeden wyjątek opisany dokładnie we wszystkich podręcznikach ekonomii, jest nim monopol i jego pochodne.

Dlatego, bo działania monopolisty niszczą konkurencję, blokują rozwój zmonopolizowanych dziedzin, kierują środki nie na badania tylko na wrogie przejęcia, wykupują patenty alternatywnych technologii po to, by nie dopuścić do powstania konkurencji. Te wszystkie grzeszki od lat popełnia Microsoft i nawet w USA zrozumiano, że monopolista ten wchodząc w tajne okłady ze służbami specjalnymi może zagrozić wolnościom obywatelskim (Microsoft zapewnił sobie możliwość obchodzenia zabezpieczeń i kontrolowania zawartości dysków). Dwa wyroki w sprawie praktyk monopolistycznych wydane przez sądy w USA
uzasadniają reakcję biurokracji UE.

Autor artykułu nie podaje, że Microsoft opanował ponad 90% rynku komputerów biurkowych, że znikomą konkurencję stanowi dla niego wolne oprogramowanie tworzone przez setki tysięcy zapaleńcow. Darmowa przeglądarka Firefox, serwer WWW Apache, bazy danych Postgres, MySQL, odpowiednik Excela i Worda – OpenOffice często lepsze od produktów molocha Billa Gates’a, nie mogą się przebić. Zarówno szkoły, urzędy a nawet producenci ulegają nieodpartej argumentacji Microsoftu – my stworzyliśmy rynek kilkuset milionów komputerów wyposażonych już u producenta w system operacyjne od Windows 98 do Windows XP dlatego 98% oprogramowania użytkowego jest opracowane pod ten system, my ustalamy własne standardy dla jezyków C++, Java, my nakłaniamy producentów, by produkowany sprzęt był dopasowany do wymogów naszego systemu operacyjnego. A tam gdzie próbuje się złamać nasz monopol poprzez implementację API Windows tak, by można było uruchamiać oprogramowanie z Windows na Linuksie, ciągamy autorów po sądach o naruszenie praw patentowych. Jako ekspert Center for the New Europe, Pan Teluk powinien wiedzieć, że główny nurt nowoczesnych rozwiązań związany jest z wolnym oprogramowaniem, że można zarabiać na oprogramowaniu, mimo udostępnienia kodów źródłowych dla wielomilionowej rzeszy młodych programistów, bądź naukowców, co powoduje, że moloch Billa Gates’a ledwie nadąża za mnożącymi się pomysłami. To właśnie Microsoft czerpie garściami z pomysłów wolnego oprogramowanie nie wnosząc nic w zamian, gdy takie firmy jak IBM, Oracle, Sun w coraz szerszym zakresie udostępniają kody źródłowe własnego oprogramowania. Nie ma znaczenia z jakich pobudek biurokracja ogranicza monopol firmy z
Redmond, ważne jest, że w tym przypadku zyska na tym rynek i konsumenci.

Nie zgadzam się z tezą autora, co do monopolu firmy MS. Owszem, MS ma pozycję dominującą na rynku, ale zdobył ją głównie poprzez oferowanie odbiorcom oprogramowania, które spełniało ich wymogi. Mogę i często narzekam na MS, ale równie często korzystam z jego oprogramowania, które w wielu dziedzinach jeszcze nie doczekało się konkurencji. Oczywiście obecny system tzw. „własności” intelektualnej jest elementem w sporym stopniu zakłócającym swobodną konkurencję w tym zakresie, ale póki co, każdy może z niego w podobnym stopniu korzystać. Nie bardzo mnie cieszy, gdy urzędnicy UE dokuczają MS, bo to oznacza, że dziś MS a jutro dowolna firma, w tym także moja. Jeśli pozwolimy urzędnikom ingerować w te sprawy, mamy 100% pewności, że kiedyś zwrócą się przeciw nam. To jest jak w banku. Jeśli więc mam wybierać pomiędzy wsparciem MS, którego niespecjalnie lubię, a wsparciem jakiejś biurokratycznej struktury, to na pewno nie wybiorę tej drugiej. Bo na pewno kiedyś tego pożałuję.


« Późniejsze wpisy · Wcześniejsze wpisy »

  • RSS
  • Twitter
  • Soup.io
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Picasa
  • Flickr
  • Vimeo