Bardzo efektowne porównanie jakości obrazu filmu w formacie DVD oraz w formacie HDTV (1920×1080), na przykładzie „Fellowship of the Ring”. Różnica widoczna bardzo wyraźnie nawet na obrazkach w małej rozdzielczości, ale ilość detalu widocznego w formacie HDTV jest naprawdę imponująca na ekranach w pełnej rozdzielczości HDTV.
Wolne oprogramowanie potrafi sprawiać kłopoty. Czasem użytkownikom, jak każde oprogramowanie, ale czasem urzędnikom, którzy nie bardzo wiedzą, co z tym fantem począć. Znane są powszechnie perypetie wolnego oprogramowania i naszych urzędów skarbowych. Teraz na inny kłopot natrafiła policja w Wielkiej Brytanii – spotkali się z niezrozumiałą dla nich sytuacją, kiedy to pewna firma sprzedawała płyty CD z darmową przeglądarką Firefox. Dzielna policja myślała, że właśnie trafiła na nielegalną transakcję, w której przestępcy bogacą się nielegalnie na darmowym oprogramowaniu, co musi być przecież wbrew intencjom autorów programu. Jakież było ich zdziwienie, gdy od przedstawiciela Mozilla Foundation dowiedzieli się, że twórcy przeglądarki nie mają nic przeciw temu, a nawet zachęcają do takich działań, bo tak działa wolne oprogramowanie. Według słów pani z policji, tego typu działanie rujnuje całą strategię walki z piractwem w Wielkiej Brytanii, gdyż pozwala na sprzedaż czyjegoś skopiowanego oprogramowania. Czyli na coś, co zwolennikom oprogramowania własnościowego i totalnej nad nim kontroli zupełnie nie mieści się w głowie.
Niejaki GDR! zwrócił moją uwagę na bardzo miły filmik o czymś, co zwane jest trusted computing. „They’ve already decided not to trust you. If they don’t trust you why should you trust them?” Słuszne pytanie.
Oczywiście za zaprzeczanie holokaustu. David Irving właśnie doczekał się i dosięgła go nieubłagana ręka politycznie poprawnej „sprawiedliwości”. Zaliczył właśnie wyrok 3 lat więzienia za zaprzeczenia holokaustowi. Co gorsza, sam przyznał się do tej zbrodni i mimo tego, dostał parę lat za kratami. Cóż, może jakieś Amnesty International powinno się za nim ująć? Chyba że wolność słowa nabrała już zupełnie innego znaczenia niż sugeruje to zdrowy rozsądek i nie warto się o nią upominać?
Państwa europejskie spierają się o definicję wódki. Pozostaje czekać na etatystyczną definicję bimbru.
Ci, którzy jeszcze wierzą, że prawa autorskie to słuszna rzecz, bo przecież trzeba twórcom płacić za ich dzieła itd., zapewne myślą, że przekopiowanie legalnie posiadanej płyty CD na swojego własnego iPoda (czy inny odtwarzacz mp3) jest działaniem legalnym i nie naruszającym interesów twórców (tzw. dowolony użytek). Otóż, jak się okazuje, wcale nie. Twórcy, reprezentowani przez swoich złotoustych przedstawicieli w formie różnych tam organizacji **AA mają na ten temat inne zdanie. To, że obecnie rutynowo udziela się pozwolenia na takowe działanie, nie oznacza, że uznaje się to za dowolony użytek. Czyli, że na razie jest wyjątkowo udzielane pozwolenie, to w przyszłości może być zupełnie inaczej – może to być naruszeniem praw autorskich, czyli niemalże zbrodnią.
Troszkę się wczytałem w dokument, który owe organizacje wystosowały do Copyright Office w sprawie ustawy DMCA, a szczególnie tego zapisu, który zabrania omijania mechanizmów kontroli dostępu (CSS w przypadku płyt DVD i temu podobne mechanizmy DRM). Dowiedziałem się, że tego typu „ulepszania” przyczyniły się w niebywałym stopniu do rozwoju i dostępności wielu dzieł w formie cyfrowej. Aż się przeraziłem – co by to było, gdyby dzieła były pozbawione tych fantastycznych cech, które nie pozwalają na robić kopii, backupów, przewijać reklam, itp. Gdyby nie te mechanizmy i stosowne zapisy w prawie, które zabraniają ich omijania, to nie mielibyśmy niczego w formie cyfrowej, a muzyki słuchalibyśmy wciąż z gramofonów…
Jak ktoś jest ciekawy w jakim tempie USA wydaje kasę na walkę z narkotykami i jak często aresztuje kogoś i wsadza do więzenia za „przestępstwa” związane z narkotykami, niech zobaczy sobie War On Drugs Clock. Ciekawym jest popatrzeć na takie marnotrawstwo kasy, na wydatki, które nie mają zupełnie sensu i przynoszą więcej szkód niż pożytku. Ale jak zabobon, to zabobon – z narkotykami trzeba walczyć, no nie?
Dziś coś dla rozrywki – chcę przybliżyć moim czytelnikom postać Ada Topperweina (Adolfa Toepperweina). Przeczytałem o nim jakieś 6 lat temu w pewnym czasopiśmie poświęconym broni palnej i wtedy opowieść o nim zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. Potem na próżno szukałem jakichś informacji na temat tego człowieka w internecie, zastanawiając się, czy to, co przeczytałem było w ogóle prawdą. Ostatnio postanowiłem ponowić poszukiwania i tym razem było znacznie lepiej.
Ad Topperwein uchodzi za niepokonanego mistrza w strzelaniu ze strzelby. W ogóle był wyjątkowym strzelcem, potrafiącym wyczyniać z bronią niesamowite rzeczy, co zaowocowało karierą znakomitego showmana, najpierw na własny rachunek, potem już oficjalnie, jako reprezentanta firmy Winchester. Znakomicie strzelał ze wszystkich rodzajów broni, a do tego robił to w sposób bardzo widowiskowy, do wielu celów jednocześnie, najczęściej w znajdujących się w powietrzu. Znany był także z „wystrzeliwania” rozmaitych rysunków, podobnych do tych, które często widzimy w kreskówkach. Niemniej jednak, jego największym osiągnięcie było pobicie wszelkich rekordów w celności strzelania do rzucanych w powietrze klocków drewnianych o boku 5.7 cm (2 1/4″).
W 1907 roku, w ciągu 10 dni strzelania po 7 godzin dziennie, Ad Topperwein strzelił do 72500 klocków „pudłując” zaledwie 9 razy! Tak, to nie jest pomyłka – oddał ponad 70 tysięcy strzałów i tylko 9 nie sięgnęło celu. Strzelał do klocków wyrzucanych w powietrze na wysokość około 10 metrów stojąc około 10 metrów od punktu, z którego wyrzucano klocki. Nie było to strzelanie do tarczy, ale do raczej niewielkiego i ruchomego celu. Bywały dni, że Ad Topperwein oddawał 7500 czy 8000 strzałów trafiając za każdym razem! Co ciekawsze, do próby przygotowano „jedynie” 60000 klocków, więc 12500 strzałów oddano do klocków, które już raz były trafione. Próbę przerwano z powodu wyczerpania się przygotowanych zasobów amunicji i wykupienia całych dostępnych zapasów w mieście, w którym przeprowadzano próbę. Oczywiście czynnik zmęczenia także robił swoje, gdyż strzelanie w tempie 1100 strzałów na godzinę było ogromnym wysiłkiem fizycznym (skurcze, niemożność poruszania rękami, ogólne wyczerpanie organizmu).
Mimo że niedługo upłynie stulecie od tego wydarzenia, nikomu nie udało się go ani pobić, ani nawet powtórzyć przy zachowaniu podobnych warunków (dystansu i celów). To naprawdę niesamowite.
Co ciekawsze Ad Topperwein tworzył znakomity duet ze swoją żoną Elizabeth „Plinky” Topperwein, która pod okiem i za namową męża została prawdziwą mistrzynią w strzelaniu do rzutków.
Biografia Ada Topperweina to fascynująca lektura. Pokazuje, że broń palna to nie jest wyłącznie narzędzie do zabijania. To także przyrząd sportowy, czy narzędzie zapewniające rozrywkę strzelającemu i publiczności. Przedmiot, który dołączył do grona rzeczy, których nasi władcy nie pozwalają nam posiadać i używać. Od takiego nadmiaru wolności, przecież mogłoby się nam w głowach poprzewracać.
Taka ciekawa przeróbka logo Nike. Można sobie na koszulkę walnąć.
















