eBay zalicza dół

Sprawdziłem dziś statystyki polskich serwisów aukcyjnych i zauważyłem, że polski eBay, który miał zrewolucjonizować ten segment, spadł na 4 pozycję z udziałem w rynku wynoszącym zaledwie 2.5%. To naprawdę porażkowy rezultat, w pełni zasłużony, zresztą.


Paliwowe przekręty

Nie ma to jak pooglądać w Superwizjerze kolejne dziennikarskie śledztwo w sprawie kolejnej mafii paliwowej. Tym razem chodzi o koncesjonowane (coś do przemyślenia dla tych, którzy uważają, że koncesje rozwiązują problemy) firmy, które zaopatrują statki w paliwo żeglugowe. Jak się okazuje, około tysiąca polskich statków zużywa paliwa jak by było ich 10 czy 100 razy więcej (już zapomniałem, jaka dokładnie padła kwota). Zamiast wypływać i łowić ryby, lepiej przybić pieczątkę w papierach na zakup paru ton paliwa i posiedzieć przy piwie. A „zakupionego” w ten sposób paliwa nawet nie oglądać. Paliwo za to zużyje ktoś inny. Na czym więc polega ten kolejny cud gospodarczy? Ten temat został przez dziennikarzy śledczych potraktowany raczej po macoszemu – widocznie to żadna afera, gdy ujawnia się jakiś gospodarczy absurd. Źródłem cudu jest oczywiście fakt, że paliwo żeglugowe jest dotowane! I mafia zarabia kasę na sprzedaży dotowanego paliwa w cenie normalnego, czyli czerpiąc pożytki z dotacji. Dziennikarze wytropili kto zarabia – mafia (koncesjonowqna), pośrednicy, rybacy, przekupni urzędnicy, zapewne politycy, bo mafia maczała nawet palce w kształtowaniu prawa, które na to pozwala. I głównym wnioskiem było to, że skandalem jest przyzwolenie na taki układ, ale nie w kontekscie, że należy zlikwidować źródło tej patologii, czyli dotacje, ale w kontekscie braku dostatecznej kontroli celno-skarbowej. Gdzie tych dziennikarzy uczą?


POPiSowe pomysły na telewizję

Oczywiście, telewizję państwową. Z zapowiadanych przedwyborczo radykalnych zmian niewiele zostanie zrealizowanych. Państwowa telewizja jest bezpieczna, szczególnie w sytuacji, gdy kontrolę nad nią przejmą „swoi” – nie grozi jej żadna tam prywatyzacja. KRRiT oczywiście pozostanie, co najwyżej coś się wokół niej pomiesza. No i oczywiście „uszczelni” się pobór podatku zwanego abonamentem RTV – PiS chce go wsadzić tam, gdzie w zasadzie jest jego miejsce, czyli do PITu. Może to otworzy oczy wszystkim tym, do których nie dotarło, że płacą podatek na telewizję państwową, która na dodatek atakuje ich reklamami i konkuruje z telewizjami prywatnymi, które takowego podatku wcale nie potrzebują. Ale, wiadomo, „misja”…


Cyrk europejski

Parlament Europejski zajął się właśnie niesłychanie ważną kwestią cyrków. I pomyśleć, że wciąż są tacy, którzy nie uważają tego za przesadę.


Kolejny fajny kominek

Tym razem płaski (11 cm grubości) kominek gazowy przeznaczony do instalowania w ścianach gips-kartonowych. Taki grzejący obrazek. Ponoć czysty, efektywny i ładnie wyglądający.


Zadania szkoły

Anna Radziwiłł, podsekretarz stanu w MEN, twierdzi, że szkoła powinna wychowywać. Ja tam nie wiem, może pani Radziwiłł chce, aby jej dzieci wychowywała szkoła, ale ja wolałbym, aby dzieci wychowywali rodzice. Szkoła ma dzieci uczyć, z czym w szkołach państwowych są spore problemy. Z wychowywaniem też. Za dużo chętnych do wychowywania, a za mało do sensownej roboty. Ja tam pamiętam, jak szkoła miała wychowywać na socjalistycznego obywatela. A coś mi się wydaje, że wciąż o to chodzi.

Oczywiście w przypadku całkowicie prywatnego szkolnictwa, problem, czy szkoła wychowuje, czy też nie, staje się drugorzędny – każdy szukaj takiej szkoły, jaka mu odpowiada. Jak ma ochotę, aby szkoła zapewniała wychowanie w duchu wielkich rewolucjonistów, to sobie ją znajduje (oby nie) i po sprawie. A jak chce rzetelnego przekazywania wiedzy, to też sobie coś znajdzie. Ale to na razie marzenia ściętej głowy – w Polsce „solidarnej” będziemy musieli godzić się na dominację państwowych szkół i wszystkie związane z tym problemy. A skoro takie szkoły mają wychowywać, to dziwnym nie jest (cytat z Wilqa), że wychowują pokolenia, które przywiązane są do różnych socjalistycznych pomysłów.


WoW spywarem?

Tak, World of Warcraft, wielki rozrywkowy przebój (ponad 4 miliony graczy), to, oprócz niezłej gry, kupa spyware’u. Część gry zwana „warden client” sprawdza, jakie to mamy uruchomione programy i porównuje je z pewnymi aplikacjami, które może uznać za „niewłaściwie”, o czym zaraportuje Blizzardowi. I dostaniemy bana. Albo mu zaraportuje coś innego, bo skoro oprogramowanie jest automatycznie aktualizowane, to dziś sprawdza na okoliczność niepożądanych programów, a jutro sprawdzi nam coś innego. Taki tajny współpracownik na naszym komputerze. I jeszcze za to płacimy (znaczy ja nie, bo nie dałem się wciągnąć w szpony tego systemu).

Oczywiście, wszystko w celu eliminacji hakerów. Tyle, że Blizzard „zapomniał” poinformować swoich klientów, że ich oprogramowanie dokonuje takich testów. Nie wszyscy są zachwyceni. „Musicie nam zaufać. Nie zbieramy żadnych danych osobistych.” – taka jest oficjalna linia firmy. Tak, a broń też powinni mieć tylko zaufani urzędnicy państwowi, jasne…


Gamix

Otwarta konsola, w sensie dostępności dla twórców, a nie obudowy. Ciekawy koncept – pewna organizacja stworzyła sprzętową specyfikację konsoli do gier, producenci mogą produkować konsole z tą specyfikacją zgodne (drobna opłata licencyjna za użycie logo, mam nadzieję, że jakiś proces weryfikacji zgodności będzie), a developerzy i wydawcy, mogą swobodnie tworzyć i dystrybuować gry zgodne z konsolą. Nie ma potrzeby kupować drogich zestawów developerskich. Rynek dostępny jest dla każdego – inaczej niż w ściśle kontrolowanych systemach obecnych konsol. Określono jedynie określoną specyfikację sprzętową, kwestia oprogramowania/systemu leży całkowicie w gestii developera gry, może to być Linux, DOS, nawet Windows (co nie ma sensu z powodu kosztów). Gra bootuje się razem z systemem operacyjnym, więc może być to cokolwiek – twórca decyduje, jak chce tę sprawę rozwiązać. Ciekawe. Ciekawe też, czy znajdzie się choć jeden chętny do wyprodukowania konsoli. Bo chętny do produkowania softu nie powinno zabraknąć.

A co w środku? A to:

  • x86 CPU, 3.2Ghz
  • 512MB RAM
  • DVD Drive (System must be set to boot from DVD)
  • Minimum 40GB hard drive Linux Native Partition with EXT3 file system
  • PCI Express ATI Radeon X800 with SVGA and S-Video out
  • AC’97 compatible audio chipset
  • Conexant Prism GT 802.11g wireless chipset
  • 8-Way, 6-button USB Gamepad
  • Minimum 4 USB 2.0 ports

Czyli całkiem przyzwoity PC, w wielu aspektach lepszy od mojego peceta domowego. Zobaczymy, czy coś z tego wyniknie.


Nowa Aleksandria

Gdy pisałem niedawno o projekcie Google Print, dałem chyba jasno do zrozumienia, że nie podoba mi się sytuacja, gdy pewna firma chce, a nie może zrobić czegoś, co jeszcze nie tak dawno wydawało się futurystycznym snem. Udostępnienie ludzkości olbrzymich zasobów wiedzy z pewnością zasługuje na pochwałę, a nie na potępienie. Zastanawiając się trochę więcej na ten temat, zdałem sobie sprawę, że problem jest, oczywiście, znacznie większy.

To nie jest specjalnie zasługa firmy Google, że wzięła się za to tytaniczne zadanie – bo wcale nie potrzeba Google, aby takie zadanie obecnie zrealizować. Potrzeba jedynie odpowiednich środków technicznych, a chętni już sami się znajdą. Jak pisał Moglen, a ja się z tym zupełnie zgadzam, ludzie robią wiele rzeczy nie z powodu rozbudowanego systemu zachęt, ale dlatego, że mogą.

O co mi tym razem chodzi? Ano o to, że odkąd pojawiły się system wymiany plików P2P, nie ma już technologicznych przeszkód, aby zgromadzić całą dostępną ludzkości wiedzę (szerzej – dorobek intelektualny) w formie elektronicznej i udostępnić ją każdemu, kto tej wiedzy łaknie. Jak dokładnie, to już technikalia, zupełnie pomijalne. Nie potrzeba wcale do tego wielkiej korporacji, która zrobi to z chęci zysku, wystarczą ludzi, którzy zrobią to, bo mogą. O ile się im na to pozwoli. A, jak pokazuje życie codzienne, zrobią to nawet wbrew zakazom. Bo to jest fala, której nie da się zatrzymać. Będą czynione próby, ale one skazane są z góry na niepowodzenie, podobnie jak centralnie sterowana gospodarka socjalistyczna.

Bardzo dobrym przykładem takiego samodzielnie działającego mechanizmu, który potrzebował jedynie odpowiedniej technicznej podbudowy był oryginalny serwis Napster. W zupełnie niespodziewany sposób i olbrzymim tempie Napster zbudował gigantyczną bibliotekę utworów muzycznych, nieporównywalną chyba z żadnymi oficjalnymi zasobami. Miliony użytkowników stworzyły olbrzymi zasób sieciowy, dostępny za darmo dla każdego z użytkowników serwisu. Napster był nie tylko źródłem najnowszych hitów, ale dla wielu największa zaleta tego serwisu polegała na tym, że stał się źródłem muzyki, która nie była dostępna w żaden inny sposób. Sprawił, że znaczna część artystów dotarła do odbiorców, do których nigdy by nie dotarła inaczej. Z pewnością wielu ludziom system otworzył umysły na nowe gatunki muzyczne, czy na nowych wykonawców. Taka dodatkowa funkcja edukacyjna.

Jak się często porównuje, Napster zbudował nowoczesny, cyfrowy ekwiwalent Biblioteki Aleksandryjskiej, który po raz kolejny spalono. Tak, była to pewna strata, ale jedynie na chwilę – dżin już został wypuszczony z butelki i nie da się go tam wsadzić z powrotem.

Co chwila powstaje jakaś nowa metoda budowania kolejnych podobnych bibliotek, których zasoby dawno wykraczają już poza muzykę. Inne formy działalności intelektualnej, o ile dają się przenieść na formę cyfrową, zaczynają gromadzić się w tych nowych zbiorach. Do muzyki dołączył film, książki, zdjęcia i inne zasoby. Niestety, dostęp do tych zbiorów nie jest tak wygodny, jak do przeglądarki Google, ale postęp techniczny w tej dziedzinie jest bardzo duży, więc będzie jedynie lepiej. No i wciąż korzystanie z tej technologii jest nielegalne, niezależnie, jak wiele zalet ona niesie dla tych, którzy przy jej pomocy szukają wiedzy, a nie rozrywki. Mam nadzieję, że kiedyś oba te problemy – niewygoda i nielegalność – odejdą w przeszłość. Oby jak najszybciej.


Mario w 64 obrazach

Mario (ten Mario, od Mario Bros) w 64 różnych wcieleniach. Piękna, pikselowa grafika.


« Późniejsze wpisy · Wcześniejsze wpisy »

  • RSS
  • Twitter
  • Soup.io
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Picasa
  • Flickr
  • Vimeo