A teraz coś z zupełnie innej beczki – niesamowite rzeźby/laleczki miniaturowych/pełnowymiarowych niemowlaków/dzieci.
Jakoś tak się złożyło, że umykał do tej pory mojej uwadze bardzo ciekawy tekst „Wolność i własność w internecie” opisujący w całkiem infoanarchistycznym świetle problemy „własności intelektualnej”. Kto nie czytał, niech to zrobi teraz.
W typowy dla socjalistycznych państw sposób, nasza Polska zmaga się z problemami, które nie istnieją w normalnym ustroju. Tym razem problem dotyczy opodatkowania paliwa, a w zasadzie substancji, która może służyć jako paliwo – oleju roślinnego.
Okazuje się, że olej roślinny, np. rzepakowy, może być używany w całkiem odmiennych celach. Na przykład w domu, do smażenia frytek (choć pewnie są do tego celu lepsze oleje), a wtedy jest to całkiem tam normalny produkt, który poza podatkiem VAT i ukrytymi w jego cenie pozostałymi podatkami, czekającymi spokojnie na frajera, który nie będzie miał już na kogo ich przerzucić, nie wzbudza jakiegoś specjalnego zainteresowania służb podatkowych. Ale gdy ten sam olej wlejemy do baku zasilającego specjalnie przystosowany silnik wysokoprężny, dokonuje się cudowna przemiana – olej staje się paliwem! A to oznacza, że musi zostać obłożony podatkiem akcyzowym i to o absurdalnie wysokiej stawce, nawet wśród stawek akcyzy na paliwa. Jeśli kupujemy olej roślinny i lejemy go do frytownicy, wszystko jest okay. Jeśli jednak wlejemy go do baku pojazdu, popełniamy przestępstwo karno-skarbowe. Grozi nam za to grzywna i konieczność zapłacenia należnej akcyzy!
Na całe szczęście ciężko pracujący urzędnicy skarbowi nie mają jeszcze środków, aby kontrolować zawartość wszystkich baków. O ile oleje objęte niższą akcyzą od napędowych policja może już „wyłapywać”, gdyż są znaczone, to olej rzepakowy na razie nastręcza im pewne trudności. Jakby policja nie miała w tym kraju nic do roboty i musiała się zajmować takimi bzdurami.
I pomyśleć, że wciąż znajdują się ludzie z tak wypranymi mózgami, którzy sytuację, gdy lejemy do baku legalnie nabyte paliwo, choć z pominięciem pewnych podatkowych haraczy, nazywają „kradzieżą”. Lejemy własne paliwo do własnego silnika, a oni uważają, że coś im się tym aktem zabiera.
Olej roślinny może także służyć do chłodzenia komputerów. Ciekawe czy w takim przypadku nie znalazłby się dla niego jakiś podatek? Lepiej im nie podsuwać takich pomysłów…
Dziś postanowiłem przejrzeć najpopularniejsze blogi na Onecie. Zapoznać się z tym, co tam ludzi wypisują, a co jednocześnie podoba się innym. Najciekawsze:
- polska krasno-ludowa – niezmiernie zabawny blog komiksowy
- Domowy Wyrób Alkoholi – no niezmiernie pożyteczny blog/spis receptur
- Blog szczęśliwych rodziców zmieniający się w blog rodziców zrozpaczonych – robi wrażenie, nie powiem, dzięki nowoczesnej technice możemy obcować z takimi wydarzeniami
- Sex z Macochą – coś z zupełnie innej beczki, dla dorosłych, ale dobrze się czyta i zabawne
Przyznam jednak, że nie pojmuję fenomenu popularności blogów o zdobieniu paznokci – zajmują kilka czołowych pozycji rankingu popularności. To zaprząta ludzkie umysły w tym kraju? Nic dziwnego, że nie będzie tutaj dobrze. Na okraskę cytacik z jakiegoś komentarza „fajny blog wejć na mój i zostaw komcia”.
Nowa wersja WordPressa – 1.5.2 – została oficjalnie opublikowana. Niestety, awaria komputera domowego sprawia, że nie mogę chwilowo zrobić upgrade’u. Muszę też pamiętać, że używam nowych, zmodyfikowanych quicktagów i nie powinienem ich nadpisać tymi, które dostarczane są z dystrybucją WordPressa.
Jak donosi The Register, RIAA ma nowego wroga. Okazuje się, że jednak nie wymiana plików muzycznych w sieciach P2P jest największym zagrożeniem dla przemysłu muzycznego, ale nagrywalne płyty CD-R. Jak zwykle, jest to podkładka do forsowania kolejnych, nic nie wartych systemów zabezpieczeń płyt przed kopiowaniem (pamiętamy system, który można było obejść przyciskając jeden z klawiszy komputera podczas startu tak „zabezpieczonej” płyty). Jest to chyba część szerzej zakrojonej akcji propagandowej mającej za cel uzasadnienie wprowadzania na rynek coraz większej ilość zabezpieczonych płyt CD, bo wskazuje, że istnieje paląca potrzeba takich środków zapobiegawczych. Argumentuje się też, że zabezpieczone płyty wcale nie są tak źle przyjmowane przez konsumentów, że oferują one obecnie możliwość odtwarzania na komputerze, a także, że najnowsze systemy zabezpieczeń będą umożliwiały wykonanie kilku (oni zdecydują ilu) kopii na własny użytek.
Teraz, naiwny konsumencie, powinieneś bez zmrużenia oka zaakceptować te nowe, „udoskonalone i wzbogacone” płyty CD. Masz płacić za nie tyle, ile kartel zażąda. Kłopoty, jakie będziesz miał przy odtwarzaniu płyt na komputerze czy w mniej tolerancyjnym odtwarzaczu są przecież małą ceną za „walkę z piractwem”. A dozwolona liczba kopii musi ci wystarczyć i już. Pomyśleć, że dzięki rozwojowi techniki obecne płyty CD nie mają takich niedogodności: odtwarzają się praktycznie wszędzie, przy użyciu dowolnego odtwarzacza software’owego czy hardware’owego, można robić z nich tyle kopii, na ile się ma ochotę (i potrzeby). Zdecydowanie na takie rozpasanie nie można kosumentom pozwolić – znacznie lepiej ich kontrolować i kazać im jeszcze za to zapłacić.
Pozostaje pytanie, kiedy „zabezpieczone” książki?
Właśnie zauważyłem, że mój blog znalazł się wśród innych prezentowanych przez agregator o wdzięcznie nazwie Planeta wolnościowa. I bardzo mi miło. Przydałaby się dla tego agregatora jakaś miła i łatwa do zapamiętania domena. Może agregowani zrzucą się po parę złotych?
Brytyjska sieć sklepów Dixons oznajmiła, że zamierza zaniechać sprzedaży tradycyjnych aparatów fotograficznych. Obecnie sprzedaż cyfrowych aparatów przekracza piętnastokrotnie sprzedaż aparatów na błonę filmową 35mm, w związku z czym Dixons nie zamierza już uzupełniać swoich zapasów magazynowych i zaprzestać sprzedaży, gdy owe zapasy się skończą. Koniec pewnej epoki.
Nie dość, że mamy obecnie 2 konkurujące ze sobą formaty następcy dysku DVD, czyli Blu-ray Disc i HD-DVD, co w samo w sobie nie wróży za dobrze (ci z nas, którzy są wystarczająco starzy, pamiętają jeszcze takie prehistoryczne formaty zapisu wideo jak Betamax, Video 2000, SVHS czy Laser Disc) – dysk DVD zrobił tak oszałamiającą karierę głównie dlatego, że został przyjęty przez większość wytwórców sprzętu elektronicznego i dostawców zawartości, co zachęciło konsumentów do szybkiej adopcji nowego formatu. W sytuacji, gdy na rynku pojawią się 2 formaty, każdy wspierany przez rozłączne grupy dostawców zawartości, to znacząca część konsumentów zaczeka, aż jeden z nich umrze i przegrana grupa, która go wspierała, przejdzie na stronę konkurencji. Cała nadzieja w przemyśle porno, który ze względu na wolumen produkcji ma szanse przechylić szalę zwycięstwa na którąś ze stron.
Oprócz tego, że konsumenci zostaną postawieni przed trudną decyzją, który format wybrać, to jeszcze Hollywood zamierza każdy z formatów wyposażyć w wiele, „bardzo oczekiwanych” zabezpieczeń. Pojawiły się informacje na temat, co tam planuje się dodać do formatu Blu-ray, aby uprzykrzyć życie ludziom jeszcze bardziej. Nie wiadomo, co z tego w końcu znajdzie się w specyfikacji, ale na razie pomysły są niezłe.
Rozważa się koncepcję wymagania permanentnego połączenia odtwarzacza z internetem, aby użycie nieautoryzowanego dysku powiadamiało Hollywood, a ten wysyłał odtwarzaczowi specjalny kod samodestrukcji, który blokowałby go do czasu wizyty w serwisie. Tak, tak, nie dość, że planuje się koncepcje raportowania hollywodzkiemu Wielkiemu Bratu, co tam sobie oglądamy na naszym własnym odtwarzaczu, to jeszcze Wielki Brat będzie mógł zdalnie nas ukarać za nieprzestrzeganie jego reguł. Witajcie w nowym, wspaniałym świecie „made by Hollywood”.
Oczywiście planuje się mechanizm „uaktualniania” oprogramowania odtwarzacza, gdy okaże się, że fantastyczne „zabezpieczenia” są nie warte funta kłaków. Jedną z metod może być umieszczanie kodu dekodującego zaszyfrowaną (a jak!) informację na dysku, dzięki czemu będzie tenże kod mogł zostać zmieniony w nowych tytułach czy edycjach, gdy okaże się, że można go złamać równie łatwo jak szyfrowanie CSS dysków DVD.
No i oczywiście dane zostaną oznaczone znakiem wodnym (watermark), aby było wiadomo, skąd pochodzą, choć akurat zupełnie nie pojmuję, czemu miałoby to zapobiec. Ma to chyba zapewnić lepsze samopoczucie producentom w Los Angeles.
W każdym razie, zanim nowe formaty zagoszczą na rynku, muszą zostać obłożone wieloma, zaaprobowanymi przez Hollywood, zamkami. Jaki będzie tego efekt, zobaczymy – mam nadzieję, że konsumenci pokażą im środkowy palec, pozostając przy technologii, która na razie wystarcza większości z nich, czyli staremu, wypróbowanenu i dawno złamanemu standardowi DVD.
BYKOM-STOP! – bardzo ciekawa inicjatywa, tylko przyklasnąć. Obserwując rozmaite fora, blogi, a już szczególnie komentarze na największych portalach, łatwo zauważyć, jakie spustoszenie sieje nowoczesne, państwowe szkolnictwo. Internet jest odpowiedzialny na olbrzymią eksplozję słowa pisanego, ale niestety jednocześnie obnaża stan, w jakim to słowo pisane mamy opanowane (sam nie jestem bez winy). Choć wytykanie byków należy do złego tonu wedle obowiązującej szeroko netykiety, ale czasem jestem przerażony widząc, co i jak ludzie wypisują. Ja rozumiem, że można nie mieć talentu do ortografii, ale w takim wypadku po prostu lepiej słowo pisane omijać szerokim łukiem. Nie każdy musi być pisarzem. A jeśli już chcemy podzielić się swoimi opiniami ze światem, warto poświęcić trochę wysiłku na ortografię, szczególnie gdy wiemy, że nie jest ona naszą najmocniejszą stroną.
















