Bardzo ciekawy problem poruszany w blogu Copyfight serwisu Corante. W dyskusji o patentach możemy ważyć zachęty dla twórców czy wynalazców, z kosztem monopolu, ale trudno oszacować, kto bardziej traci, a kto zyskuje na tej “wymianie”. Ale jak oceniać sytuację, gdy monopol kosztuje życie wielu ludzi? Oczywiste jest, że firmy farmaceutyczne ostro obecnej sytuacji. Monopol pozwala im czerpać ogromne zyski, z których część przeznaczają na badania i wynajdywanie nowych, skuteczniejszych leków. Jak twierdzą, gdyby nie monopol, nie byłoby lekarstw. Z drugiej strony firmy te więcej wydają na marketing swoich produktów niż na badania - jak widać monopol wcale nie jest w tym wypadku zachętą do skuteczniejszej pracy na rzecz nowych środków ratujących życie.
Dotychczas Indie łamały monopol firm farmaceutycznych po prostu kopiując formuły leków i produkując znacznie tańsze kopie. Dzięki temu leki te były dostępne dla ogromnych rzesz biednych ludzi. Niestety, Indie właśnie zamierzająć zabronić takiej działalności, a co za tym idzie, sporo biednych ludzi zapłaci za to swoim życiem. Pewnie dzięki temu firmy farmaceutyczne będą miały pieniądze na dalsze badania, ale wielu ludzi tego nie dożyje.
Powstaje pytanie o moralność tego monopolu. Czy znając formułę (sposób produkcji) specyfiku ratującego życie, powinienem powstrzymać się od ratowania życia innych, gdyż ktoś ma na ten specyfik patent? Czy powinienem poświęcić czyjeś życie, aby nie psuć właścicielowi patentu interesu?
















Bardzo sie ciesze, ze ktos zwrocil uwage na te informacje. Kwestia jest wazna co najmniej z trzech powodow. Po pierwsze, zostala podjeta decyzja (nizsza izba parlamentu Indii) zwiekszajaca zniewolenie ponad MILIARDA osob nie liczac dalekosieznych konsekwencji w innych krajach. Jednoczesnie w tym przypadku potwierdza sie zaleznosc miedzy ograniczeniem wolnosci a obnizeniem sie poziomu zycia (w niektorych przypadkach nawet o 100 procent). Decyzja na razie nie weszla w zycie, jednak jest malo prawdopodobne, by puszczona w ruch machina biurokratyczna, majaca poparcie rzadzacej koalicji (glownie ex-socjalistyczny Indyjski Kongres Narodowy) i najwazniejszych panstw swiata, zostala zawrocona. Smutna to wiadomosc w przededniu radosnego swieta.
Po drugie, problem obrazuje nature Swiatowej Organizacji Handlu. Rzeczywiscie, przyczynia sie ona w pewnych obszarach do liberalizacji handlu, zwiekszajac produktywnosc gospodarki i dostatek ludzkosci. Jednak u jej podstaw stoja rowniez zapisy nie majace z wolnoscia gospodarcza nic wspolnego. Niestety, jednym z fundamentow WTO sa porozumienia o ochronie tzw. “wlasnosci intelektualnej” - stale rozrastajaca sie i zaostrzana grupa umow miedzynarodowych (niektore z nich zostaly podpisane jeszcze w XIX wieku a nastepnie inkorporowane do GATT a pozniej do WTO) dajaca monopolistyczne przywileje niektorym tworcom oraz tym (ta grupa przewaza), ktorzy kupili od nich prawa do wytworzonej lub wymyslonej “wlasnosci intelektualnej”. Wielu dobrodusznych zwolennikow wolnosci gospodarczej nie wie lub zapomina o stojacej u podstaw WTO ochronie “wlasnosci intelektualnej” i gloryfikuje te organizacje miedzyrzadowa.
Po trzecie, wreszcie, wspominanie o zamiarze Indii samoograniczenia swej swobody produkcji lekow jest wazne, gdyz ukazuje na skutki uznawania “wlasnosci intelektualnej” na jednym z najdrastyczniejszych przykladow. Pojecie “wlasnosci intelektualnej” nie jest tylko konstrukcja filozoficzna czy moralna jak sie to niektorym wydaje. W powszechnym uzyciu wystepuje jako kategoria prawna, to znaczy taka norma, ktora zaklada opowiazkowe podporzadkowanie jej zachowan ludzkich, a jej nieodlacznymi atrybutami sa: ochrona, przymus i sankcja. Za istnieniem “wlasnosci intelektualnej” (do jednego wora wrzuca sie rozne rodzaje praw) przytacza sie roznorakie argumenty etyczne i pragmatyczne, jednak przy blizszym przyjrzeniu sie wiele z nich wydaje sie mocno watpliwe tak z moralnego jak i utylitarystycznego punktu widzenia. Literatura ekonomiczna i libertarianska poswiecily juz temu wiele uwagi - na dalsze kontynuowanie tematu brak tu miejsca. Problem lezy jednak nie tylko w tym, ze ludzie tych argumentow nie znaja. Wiekszosc z nich nie chce ich poznac ani nawet zastanowic sie nad problemem. Przyklad z konsekwencjami praw patentowych w sferze ochrony zdrowia ma ten plus, ze potrafi wieloma osobami wstrzasnac, co sprawia, ze czasowo sa bardziej otwarci na istnienie problemu. I to juz wielki krok naprzod, nawet jesli nigdy nie zechca dopuscic do siebie prawdy, ze konsekwencja logiczna potepienia ochrony patentowej lekarstw jest potepienie wszelkiego prawa patentowego.
Stanislaw Gorka